piątek, 6 lutego 2015

The Unforgiven - rozdział 26.

z jednej strony znowu się wszystko komplikuje, z drugiej w końcu coś zaczyna się układać, uspokajać i stabilizować...
dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem. jesteście kochane.

Susie
Tydzień, dwa, trzy... i tak minęło półtorej miesiąca. W trasie bardzo się męczyłam. Nie chodziło już nawet o to, że nie miałam dostępu do narkotyków i przeszłam przez kolejny detoks. Każdego wieczoru musiałam siedzieć sama na backstage'u, widziałam, jak dziewczyny reszty chłopaków z zespołu świetnie się bawią i obgadują mnie za plecami. Nie przepadałam za muzyką Metalliki, więc słuchanie ich nawet nie sprawiało mi żadnej przyjemności. Moją jedyną rozrywką było palenie trawki za kulisami z Peterem, który był technicznym Larsa. James, mimo że był przy mnie cały czas, w ogóle nie spędzał ze mną czasu. Fani, koncerty i kariera były dla niego ważniejsze niż dziewczyna z wiecznym fochem i obrażoną miną. Spędzaliśmy wspólnie czas w nocy, w pokojach hotelowych. Rzadko rozmawialiśmy, kochaliśmy się, oglądaliśmy horrory. James coraz więcej pił, jego nałóg zaczął powoli wymykać się spod kontroli. Mnie próbował zmienić i odciągnąć od używek, natomiast swoich problemów z alkoholem nie dostrzegał w ogóle.
Od trzech dni czułam się wyjątkowo źle. Lecieliśmy z Oklahomy do Waszyngtonu. Przez cały lot piłam wodę i wymiotowałam do papierowej torebki. James, który siedział obok, patrzył na mnie ze współczuciem, jednak jakoś szczególnie nie przejął się moim stanem. Według niego były to objawy odstawieniowe.
- Może pójdę do lekarza, kiedy wylądujemy? Czuję się coraz gorzej...
- Twój organizm pozbywa się tego świństwa które w siebie przyjmowałaś. Niedługo ci przejdzie. - rzucił, przerzucając kartki w swoim zeszycie.
Nic już nie mówiłam. Obok mnie przeszła stewardessa, a ja znowu zwymiotowałam, kiedy poczułam zapach jej perfum.
Reszta lotu była prawdziwą męką, dla mnie i dla ludzi, którzy siedzieli w pobliżu. Wylądowaliśmy w Waszyngtonie koło 8:00 rano i od razu pojechaliśmy do hotelu. Wszyscy wybrali się na śniadanie, a ja do pokoju, bo nie chciałam nawet myśleć o jedzeniu. Zmęczona i osłabiona położyłam się z nadzieją, że chociaż trochę się prześpię, a mój żołądek się uspokoi. Udało się.

***

Mdłości powróciły. Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do toalety. Dźwięk wymiotowania powodował, że czułam się jeszcze gorzej. Wyciągnęłam ręcznik z szafki i wytarłam twarz, po czym wróciłam do pokoju. James siedział przy oknie i spojrzał na mnie.
- Powinnaś pojechać jednak do lekarza...
- To może pójdziesz ze mną?
- Zaraz mamy wywiad... - wstał i ściągnął z oparcia krzesełka swoją skórzaną kurtkę. Pocałował mnie w czoło. - Idź z którąś z dziewczyn. Wrócę za parę godzin.
Wyszedł. Westchnęłam cicho i wróciłam do łazienki. Zrobiłam mocny makijaż i ułożyłam włosy. Założyłam obcisłą koszulkę, podarte jeansy i czarną kurtkę baseballową. Z żadną z dziewczyn nie chciałam iść, one ze mną zapewne też nie, więc do szpitala wzięłam ze sobą Petera. Wziął trochę trawki, więc mieliśmy w planach zapalić sobie w szpitalnej toalecie.
Peter został w poczekalni, a ja weszłam do gabinetu. Opowiedzialam lekarzowi o dolegliwościach. Zadał mi parę pytań i przerzucał kartki. Wreszcie zsunął okulary z nosa i przyjrzał mi się.
- Proszę za mną. - wstał i wyszliśmy z pomieszczenia. Peter spojrzał w moją stronę, a ja tylko wzruszyłam ramionami. Lekarz zaprowadził mnie do innego gabinetu. Powiedział coś szeptem do starszej lekarki, która kiwała głową, zerkając na mnie.
- Niech się pani położy. - rzuciła, kiedy mój poprzedni doktor wyszedł. Kobieta przeprowadziła kilka badań, nie zamieniając ze mną ani słowa. W końcu pozwoliła mi się ubrać i wróciła na swoje miejsce. Zapisała coś i uśmiechnęła się.
- Gratuluję.
- Czyli jestem zdrowa?
- Jest pani w ciąży.
Prawie spadłam z krzesła. Jakiej, do cholery, ciąży? To była ostatnia rzecz, której chciałam.
- Ale... jak to... w moim stanie, z moim organizmem? - jęknęłam.
- Jest pani młoda, w idealnym wieku na dziecko. - podsunęła mi zdjęcia USG. - To 4. tydzień, ciąża rozwija się prawdłowo.
Jedynym pocieszeniem było to, że James nie mógłby wyprzeć się ojcostwa. Byłam z nim w trasie od prawie 2 miesięcy i spałam tylko z nim. Wzięłam zdjęcie i bez pożegnania wyszłam z gabinetu. Peter siedział cały czas w poczekalni. Gestem pokazałam mu, żebyśmy poszli do łazienki. Nikogo tam nie było, więc zamknęliśmy się w jednej z kabin.
- Zrób skręta. - rzuciłam, chowając papiery do torebki.
- Wiadomo, co ci jest? - spytał, wyciągając z kieszeni woreczek z marihuaną.
- Jestem w ciąży.
Popatrzył na mnie zszokowany.
- I ty chcesz palić trawę w takim stanie?!
- Kurwa, w dupie mam ten zlep komórek! Zrób mi skręta!
Peter jeszcze przez chwilę przyglądał mi się niepewnie. Mimo wszystko zrobił jointa, a ja wyciągnęłam zapalniczkę i odpaliłam go trzęsącymi się dłońmi. Zaciągnęłam się mocno i wypuściłam z ust gęstą chmurę dymu, pociągając nosem.
- Najchętniej wyprułabym sobie ten płód nożem.
- Nie no, daj spokój, to niewinne dziecko...
- To nie jest nawet dziecko. To zwykły płód. Muszę się tego paskudztwa pozbyć, póki jeszcze mogę.
- Susie, ale James też chyba ma coś do powiedzenia. - powiedział, biorąc ode mnie skręta.
- A właśnie, ani słowa Jamesowi.
- Ale...
- On się nie może dowiedzieć. - przerwałam mu, biorąc jointa, którego mi podał.
- Su, Jam cię zabije, jeśli usuniesz ciążę.
- No kurwa mać, nareszcie! - uniosłam ręce w górę. - Może w końcu jemu się uda. Faszerowałam się lekami nasennymi i popijałam je alkoholem, brałam heroinę, używałam brudnych strzykawek, pieprzyłam się z gościem, którego niedługo później wyrzucili z tego biznesu, bo miał HIV, diler zabił mojego chłopaka i wyrzucił jego zwłoki do rzeki, a mnie oszczędził. Przecież to jest kurwa cud, że ja jeszcze żyję.
Peter pokręcił tylko głowa. Oddałam mu skręta.
- Niedobrze mi.
- Czekaj, już cię zostawiam. - zgasił jointa i wyszedł z kabiny, a ja zwymitowałam, zanim jeszcze zdążył zamknąć drzwi.

Devon
Po powrocie do Arizony spakowałem do kartonu wszystkie gazety od Alana i zdjęcia Susie, które miałem w domu. To był dobry początek zamknięcia tego rozdziału. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Mimo że chciałem zapomnieć o Su, często zdarzało mi się o niej myśleć i zatęsknić. Miałem nadzieję, że to wszystko się skończy, kiedy poznałem Heather. Heath była młodsza ode mnie o 9 lat, studiowała filologię rosyjską na uniwersytecie w Phoenix. Poznaliśmy się w barze. Była średniego wzrostu, na głowie miała burzę brązowych loków. Miała piękny uśmiech, duże piwne oczy i ciemną karnację. Założyła się z koleżankami, że uda jej się mnie poderwać. Na zwykłym poderwaniu się nie skończyło, bo zaczęliśmy się spotykać. Dosyć szybko wzięła swoje rzeczy z mieszkania, które dzieliła z koleżanką z roku i wprowadziła się do mnie. Szybko jednak doszedłem do wniosku, że Heather nie jest dziewczyną, której szukałem. Zamiast poszukać pracy, jak większość jej znajomych, wolała wydawać moje pieniądze. Zamiast się uczyć, wolała chodzić na imprezy. Zamiast spędzić wieczór ze mną, wolała siedzieć z koleżankami. Jej przyjaciółki również stały się poważnym problemem. Jedna z nich odkryła moją przeszłość. Od tamtej pory nie dość, że gadały o mnie za moimi plecami i opowiadały niestowrzone rzeczy na mój temat, to Heath zaczęła mnie kontrolować. Była przeraźliwie zazdrosna, wypytywała mnie o moje związki, rodzinę, podejrzewała o zdrady, odbierała moje telefony, przeglądała pocztę. To się stało nie do zniesienia. Zawsze myślałem, że to Susie była moją najgorszą partnerką i to właśnie ona mnie wykończy, jednak się myliłem. Su przynajmniej potrafiła uszanować moją prywatność i to, że nie chcę poruszać tematu mojej rodziny. Nigdy nie rozmawialiśmy o swojej przeszłości, w domu praktycznie w ogóle nie poruszaliśmy tematu naszej pracy. Na swoje zachcianki wydawała własne pieniądze, nie moje. Była domatorką, miała w sumie tylko jedną koleżankę, z którą raczej gadała o głupotach, a nie naszych problemach w związku. Odkąd zaszła w ciążę, a potem uzależniła się od narkotyków, przestały ją kręcić imprezy i zabawy do rana. Najchętniej siedziałaby cały czas w domu, wybierała się jedynie do swojego kochanka dilera albo szła na plan filmowy.
Po prawie dwóch miesiącach kazałem Heather spakować swoje rzeczy i wynosić się z mojego domu.
Stwierdziłem, że chyba nie jestem jeszcze gotowy na nowy związek i nie ma sensu nikogo szukać. Jeśli kogoś poznam - w porządku, jeśli nie - też się nic nie stanie.
Wtedy na mojej drodze pojawiła się Sherry.
Parę dni po tym, jak pokazałem Heather drzwi, wpadłem wieczorem na zapłakaną dziewczynę siedzącą na krawężniku. Podszedłem bliżej. Obok niej stały dwie walizki. Nie wiedziałem za bardzo jak mam się zachować, ale z daleka było widać, że potrzebuję pomocy.
- Hej... mogę ci jakoś pomóc...? - stanąłem naprzeciwko niej. Podniosła głowę i zobaczyłem błękitne, zaczerwienione od płaczu oczy i makijaż spływający po twarzy. Jej skóra była bardzo blada, a proste jasne blond włosy potargane. Pociągnęła nosem i poprawiła grzywkę.
- Nie.
Usiadłem obok niej i spojrzałem na nią z boku.
- Jak masz na imię?
- Jakie to ma znaczenie?
- Widzę, że potrzebujesz pomocy. Jest po 23:00, a ty siedzisz zapłakana na krawężniku.
- Zalegałam z pieniędzmi za czynsz i facet wyrzucił mnie z mieszkania... - głos jej się załamał. - Studiuję, pracuję w sklepie z ubraniami, nie dostaję za to prawie nic, rodzice w ogóle mi nie pomagają... - rozpłakała się na dobre. - Nawet nie mam gdzie iść...
Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu.
- Możesz przyjść do mnie, jeśli chcesz. Nie musisz mi za nic płacić.
- Nie chcesz pieniędzy? Serio?
- Serio. Mam wystarczająco swojej kasy. Skoro możesz u mnie przenocować to dlaczego mam ci nie pomóc? Nie będziesz spać na ulicy.
Dziewczyna patrzyła to na swoje czerwone trampki, to na mnie. W końcu wstała.
- Właściwie... nie mam nic do stracenia... Jestem Sherry.
I tak się wszystko zaczęło. Po kilku dniach wspólnego mieszkania wylądowaliśmy w łóżku, a Sherry nie szukała sobie nowego lokum. Znowu wszystko zbyt szybko się potoczyło i zastanawiałem się, czy nie skończy się to tak samo jak z Heather. Na szczęście nic na to nie wskazywało. Sherry była piękna i seksowna, uwielbiałem patrzeć na jej długie nogi, odgarniać jasne włosy z jej twarzy, patrzeć jak robi rano makijaż, czuć jej paznokcie wbijane w moje plecy. Lubiłem spędzać z nią czas i rozmawiać. Jej obecność dobrze na mnie wpływała. Odkąd była u mnie ani razu nie pomyślałem o Susie...