kolejny rozdział będzie poświęcony trochę Devonowi i jego nowej dziewczynie, wyjaśni się też pewna drobna sprawa między Su i... kimś tam.
nie wiem czy ktoś pamięta, ale mowa o bracie Susie była chyba w 1. rozdziale, przedawkował i załamała się po jego śmierci, ojciec Su też był raz, w 3. czy 4. rozdziale. spotkała się z nim wtedy pierwszy raz po 20 latach, ostatni raz widziała go jak miała może 3 latka.
wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet, moje panie! <3
Susie
Minęły dwa kolejne miesiące. Z niepokojem obserwowałam zmiany zachodzące w moim wyglądzie. Nie potrafiłam już z przyjemnością spojrzeć na swoje odbicie w lustrze, nie wspominając o wejściu na wagę. James od jakiegoś czasu chodził przybity i zamyślony, a każda próba rozmowy kończyła się kłótnią. Dave'a już dawno nie widziałam i nie ukrywam, że tęskniłam za nim. Ale nie mogłam pokazać mu się w takim stanie.
Na początku tygodnia James zapowiedział mi, że w piątek odwiedzi go cały zespół razem ze swoimi dziewczynami. Nie było mi to na rękę, ale co mogłam zrobić. Kiwnęłam tylko głową i już sobie wyobrażałam, że zamknę się w sypialni i nie będę z niej wychodzić. W czwartek czułam się źle, nie spałam całą noc. Udało mi się zasnąć dopiero nad ranem, ale nie na długo. Koło 9:00 zaczął budzić mnie James.
- Wstawaj.
Otworzyłam lekko oczy i zobaczyłam jak wciąga na siebie koszulkę.
- Jestem śpiąca...
- Przestań już. Przesypiasz całe dnie.
- Nie spałam w nocy... źle się czułam.
- Ja się źle czuję kiedy słucham twojego marudzenia. Wstawaj z tego łóżka w końcu. - ściągnął ze mnie kołdrę, a zaraz po tym wyszedł z sypialni. Podniosłam się i podeszłam do szafy. Ubrałam prostą czarną bluzkę i czarne spodnie, w które już ledwo się mieściłam. Zrobiłam makijaż, żeby ukryć zmęczenie na twarzy i ułożyłam włosy. Kiedy już wszyscy przyszli, ja usiadłam w kącie i piłam 7UP'a, a reszta wspaniale się bawiła.
- To będzie genialna płyta, mówię wam. - ekscytował się Lars. - Pracujemy już z Jamesem nad tekstami.
- Kiedy wchodzicie do studia? - spytała Jennifer, dziewczyna Kirka.
- Jeszcze trochę, nie mamy tego aż tak dużo. - powiedział James.
- Mam nadzieję, że w końcu wykorzystacie któryś z moich pomysłów. - odezwał się Jason, obejmując Lauren.
- Zobaczymy. - rzucił obojętnie Lars. - Trasa potrwa dłużej niż poprzednia. Tak no... 2 lata, przewiduję. Mamy w planach zgarnąć też jakiś inny zespół i...
- Przepraszam, ile? - odezwałam się, a wszyscy na mnie spojrzeli. - 2 lata w trasie?
- Masz z tym problem? Zespół się rozwija, trzeba nagrywać, zarabiać kasę. Może w końcu będziesz miała z Jamesem pieniądze na kupienie wielkiej willi z trzema basenami.
- Szkoda tylko, że mam więcej pieniędzy od Jamesa. - rzuciłam chłodno. - Jego kasa nie jest mi potrzebna, żeby kupić sobie dom.
- A, zapomniałem. W sumie to fajna robota, ruchasz się i jeszcze zgarniasz za to kasę. Przyjemne z pożytecznym. - Lars uśmiechnął się do mnie. - Może mnie wkręcisz do tego biznesu?
- W branży porno nie ma miejsca na brzydotę.
Larsa zatkało, a reszta starała się nie wybuchnąć śmiechem. James wstał ze swojego miejsca.
- Su, chodź na chwilę.
Ruszylimy razem w stronę łazienki. Hetfield zamknął za nami drzwi. Przyparł mnie do ściany i spojrzał na mnie z góry.
- Naprawdę nie możesz się chociaż raz normalnie zachować w towarzystwie?
- Twój perkusista mnie obraża.
- Obydwoje jesteście popierdoleni. Wstyd gdziekolwiek z wami wyjść.
Spuściłam wzrok i starałam się powstrzymywać łzy. James westchnął.
- Idź się gdzieś przejść, nie chcę żebyście się kłócili.
- Ja mam gdzieś iść? Może oni niech już pójdą?
- Susie...
- Rozumiem. - odsunęłam go od siebie i wyszłam z łazienki. Wyszedł za mną. Założyłam swoje białe adidasy za kostkę, a James stał obok i patrzył na mnie.
- Dokąd idziesz?
- Przed chwilą kazałeś mi wyjść z domu, a teraz pytasz gdzie idę?
- Wróć niedługo...
Wzięłam swoją skórzaną kurtkę i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami.
***
Opatuliłam się mocniej moją ramoneską i spojrzałam na nagrobek. Westchnęłam głośno i rozejrzałam się. Było wyjątkowo cicho i pusto. Chyba ja i mój tata byliśmy jedynymi osobami na cmentarzu.
- Tato... sam tu przychodzisz?
- Czasami z Nicole. - uklęknął i położył na grobie zapalony znicz.
- Dawno tu nie byłam...
Pomogłam mu wstać. Ojciec objął mnie ramieniem. Poczułam, jak moje oczy robią się mokre.
- Susan, proszę... - wytarł mój mokry policzek.
- Tak bardzo go kochałam... - rozpłakałam się na dobre. - Miałam tylko jego... i zostawił mnie samą... narkotyki były dla niego ważniejsze niż ja... to moja wina, mogłam mu jakoś pomóc...
- Nie obwiniaj się...
- Może udałoby mi się mu pomóc... - pociągnęłam nosem.
- Susan... wiesz jaki był Dylan. Nie pozwoliłby sobie pomóc.
Ja i mój brat byliśmy do siebie tak cholernie podobni. Każdego od siebie odrzucaliśmy, byliśmy zamknięci w sobie, nie chcieliśmy od nikogo żadnej pomocy. A ja po jego śmierci podtrzymywałam naszą małą rodzinną tradycję - ćpałam na potęgę. Robiłam coś, co zawsze mnie obrzydzało i przerażało. Coś, przed czym Dylan zawsze chciał mnie obronić i kazał trzymać się z daleka. Po co ja to właściwie robiłam? Żeby zrobić mu na złość? Żeby pokazać mu, jak bardzo mnie skrzywdził?
- Nie obwiniaj się...
- Może udałoby mi się mu pomóc... - pociągnęłam nosem.
- Susan... wiesz jaki był Dylan. Nie pozwoliłby sobie pomóc.
Ja i mój brat byliśmy do siebie tak cholernie podobni. Każdego od siebie odrzucaliśmy, byliśmy zamknięci w sobie, nie chcieliśmy od nikogo żadnej pomocy. A ja po jego śmierci podtrzymywałam naszą małą rodzinną tradycję - ćpałam na potęgę. Robiłam coś, co zawsze mnie obrzydzało i przerażało. Coś, przed czym Dylan zawsze chciał mnie obronić i kazał trzymać się z daleka. Po co ja to właściwie robiłam? Żeby zrobić mu na złość? Żeby pokazać mu, jak bardzo mnie skrzywdził?
- Susie... mogę ci zadać pytanie? - głos ojca wyrwał mnie z zamyślenia.
- Zawsze możesz.
- Dlaczego właściwie rozstałaś się z Devonem? Długo razem byliście...
Wzięłam głęboki oddech i popatrzyłam przed siebie.
- To się stało tak nagle... po prostu nam się nie układało od dłuższego czasu.
- Szkoda. Długo razem byliście. - powiedział cicho, idąc powoli. - Pasowaliście do siebie. Ładnie się uzupełnialiście.
Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na niego.
- Nicole jest w domu?
- Nie wiem. Chyba tak.
- Chodźmy do ciebie. Dawno jej nie widziałam.
- Ona pewnie też się stęskniła.
Oparłam głowę na jego ramieniu i ruszyliśmy w stronę domu.
James
Usłyszałem irytujący dźwięk telefonu. Rzuciłem długopis na zapisane kartki i wstałem z kanapy. Podniosłem słuchawkę,
- Halo?
- To ja, Kristen. - powiedziała obojętnym tonem. Zamarłem. Kiedy traciłem nadzieję, że jeszcze ją spotkam, ona zadzwoniła do mnie, po ponad dwóch miesiącach.
- Kristen... miło cię słyszeć. Co słychać?
- Nie myśl, że dzwonię po to żeby zaprosić cię na randkę. Potrzebuję pomocy.
- O co chodzi?
- Mój gitarzysta załatwił nam wczoraj koncert. Na jutro. Muszę porozwieszać plakaty, żeby do jutra ktoś je zobaczył i przyszedł na występ. Wypadałoby je powiesić w jakichś klubach, gdzie dzisiaj wieczorem będzie pełno ludzi, ale nie widzi mi się, żeby barmani znowu rzucali we mnie szklankami. W ciebie pewnie nie będą.
Zaśmiałem się cicho.
- Jasne, mogę pomóc.
- Za godzinę na Gower Street. - rzuciła i rozłączyła się.
Odłożyłem słuchawkę. Czułem się dziwnie. Z jednej strony byłem szczęśliwy, że się odezwała. Z drugiej irytowało mnie to, że była taka oschła w stosunku do mnie. Mimo wszystko ubrałem się, wziąłem skórzaną kurtkę, kluczyki do samochodu i pojechałem pod wskazany adres. Byłem może dwadzieścia minut przed czasem. Po dziesięciu zobaczyłem, jak idzie w moją stronę. Miała na sobie czarne obcisłe spodnie, dżinsową kurtkę i okulary przeciwsłoneczne, a w rękach trzymała stos kartek.
- Dobrze, że już jesteś. Lubię punktualność. - oznajmiła, podchodząc do mnie. Uśmiechnąłem się, bo w końcu zapunktowałem w jej oczach. Podała mi połowę plakatów.
- Muszę porozwieszać je w takich miejscach, żeby jak najwięcej ludzi je zobaczyło. Moi koledzy z zespołu są w pracy, więc sama muszę się tym zająć. Pomyślałam, że możesz mi pomóc. Biorąc pod uwagę twój styl życia pewnie znasz dużo klubów i pozwolą ci tam je powiesić.
Zaśmiałem się cicho i spojrzałem na plakaty. Wsiedliśmy do samochodu i pojeździliśmy trochę po mieście. Powiesiliśmy je w jakichś lokalach, na słupach i innych budynkach. Ostatni zostawiłem dla siebie.
- Wpadnę. - powiedziałem z uśmiechem.
- Zapraszam. Im większa widownia tym lepiej.
- Może odwiozę cię do domu?
- Nie, przejdę się. Nie mam daleko. - rozejrzała się i poprawiła okulary. - W każdym razie dziękuję za pomoc. Do zobaczenia jutro.
Odwróciła się i ruszyła przed siebie. Patrzyłem przez chwilę na jej znikającą w tłumie sylwetkę, a później wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu. Nie mogłem się doczekać, żeby znowu usłyszeć jej głos.
- Zawsze możesz.
- Dlaczego właściwie rozstałaś się z Devonem? Długo razem byliście...
Wzięłam głęboki oddech i popatrzyłam przed siebie.
- To się stało tak nagle... po prostu nam się nie układało od dłuższego czasu.
- Szkoda. Długo razem byliście. - powiedział cicho, idąc powoli. - Pasowaliście do siebie. Ładnie się uzupełnialiście.
Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na niego.
- Nicole jest w domu?
- Nie wiem. Chyba tak.
- Chodźmy do ciebie. Dawno jej nie widziałam.
- Ona pewnie też się stęskniła.
Oparłam głowę na jego ramieniu i ruszyliśmy w stronę domu.
James
Usłyszałem irytujący dźwięk telefonu. Rzuciłem długopis na zapisane kartki i wstałem z kanapy. Podniosłem słuchawkę,
- Halo?
- To ja, Kristen. - powiedziała obojętnym tonem. Zamarłem. Kiedy traciłem nadzieję, że jeszcze ją spotkam, ona zadzwoniła do mnie, po ponad dwóch miesiącach.
- Kristen... miło cię słyszeć. Co słychać?
- Nie myśl, że dzwonię po to żeby zaprosić cię na randkę. Potrzebuję pomocy.
- O co chodzi?
- Mój gitarzysta załatwił nam wczoraj koncert. Na jutro. Muszę porozwieszać plakaty, żeby do jutra ktoś je zobaczył i przyszedł na występ. Wypadałoby je powiesić w jakichś klubach, gdzie dzisiaj wieczorem będzie pełno ludzi, ale nie widzi mi się, żeby barmani znowu rzucali we mnie szklankami. W ciebie pewnie nie będą.
Zaśmiałem się cicho.
- Jasne, mogę pomóc.
- Za godzinę na Gower Street. - rzuciła i rozłączyła się.
Odłożyłem słuchawkę. Czułem się dziwnie. Z jednej strony byłem szczęśliwy, że się odezwała. Z drugiej irytowało mnie to, że była taka oschła w stosunku do mnie. Mimo wszystko ubrałem się, wziąłem skórzaną kurtkę, kluczyki do samochodu i pojechałem pod wskazany adres. Byłem może dwadzieścia minut przed czasem. Po dziesięciu zobaczyłem, jak idzie w moją stronę. Miała na sobie czarne obcisłe spodnie, dżinsową kurtkę i okulary przeciwsłoneczne, a w rękach trzymała stos kartek.
- Dobrze, że już jesteś. Lubię punktualność. - oznajmiła, podchodząc do mnie. Uśmiechnąłem się, bo w końcu zapunktowałem w jej oczach. Podała mi połowę plakatów.
- Muszę porozwieszać je w takich miejscach, żeby jak najwięcej ludzi je zobaczyło. Moi koledzy z zespołu są w pracy, więc sama muszę się tym zająć. Pomyślałam, że możesz mi pomóc. Biorąc pod uwagę twój styl życia pewnie znasz dużo klubów i pozwolą ci tam je powiesić.
Zaśmiałem się cicho i spojrzałem na plakaty. Wsiedliśmy do samochodu i pojeździliśmy trochę po mieście. Powiesiliśmy je w jakichś lokalach, na słupach i innych budynkach. Ostatni zostawiłem dla siebie.
- Wpadnę. - powiedziałem z uśmiechem.
- Zapraszam. Im większa widownia tym lepiej.
- Może odwiozę cię do domu?
- Nie, przejdę się. Nie mam daleko. - rozejrzała się i poprawiła okulary. - W każdym razie dziękuję za pomoc. Do zobaczenia jutro.
Odwróciła się i ruszyła przed siebie. Patrzyłem przez chwilę na jej znikającą w tłumie sylwetkę, a później wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu. Nie mogłem się doczekać, żeby znowu usłyszeć jej głos.