Devon
- Dla mnie kawa. Mocna, bez cukru.
- A ja poproszę wodę z lodem i cytryną.
- Dziękuję. - uśmiechnąłem się do kelnerki w krótkiej spódniczce, która zapisała zamówienie i odeszła.
- Serce ci wysiądzie od tej kawy. - odezwała się Susie.
- Mój organizm jest już chyba zbyt odporny na nią. Nie martw się. Co u ciebie? - zmieniłem temat.
- Teraz jest całkiem dobrze. Czuję się świetnie, nawet moja samoocena uległa poprawie. Po raz pierwszy od kilku lat jestem na zdrowej diecie, chodzę na siłownię. Jestem z siebie dumna, bo w końcu z przyjemnością patrzę w lustro. - opowiadała z zadowoleniem.
- Masz kogoś?
Zawahała się. W tym samym momencie podeszła do nas kelnerka z naszym zamówieniem.
- Mam... - kontynuowała Su, biorąc do ręki szklankę z wodą. - Ale nie rozmawiajmy o nim. Opowiedz co u ciebie.
W skrócie powiedziałem jej, co się u mnie zmieniło, że mam świetną dziewczynę, że mieszkam w najlepszym miejscu na świecie, gdzie mam w końcu ciszę i spokój.
- Arizona jest piękna. Chciałabym tam kiedyś zamieszkać. Na razie zbyt wiele rzeczy mnie tutaj trzyma, ale może kiedyś... - uśmiechnęła się.
- To dobre miejsce, jeśli chcesz w końcu prowadzić spokojne życie.
Susie nic nie powiedziała. Spuściła wzrok i zaczęła nerwowo stukać paznokciami w szklankę. Może się ogarnęła i czuła się świetnie, ale czy jej życie było w końcu jakoś ustabilizowane, bez problemów? Wątpię. Za dobrze ją znałem. Coś ją dręczyło, ale nie chciałem psuć spotkania i darowałem sobie pytania. Siedzieliśmy naprawdę długo, trochę wspominaliśmy dawne czasy, śmialiśmy się, rozmawialiśmy o książkach naszych ulubionych autorów, o nowym albumie R.E.M.
Kiedy wyszlismy z lokalu, słońce powoli zachodziło za wzgórzami Hollywood. Postanowiłem zostać na noc w LA. Susie pojechała razem ze mną do najbliższego hotelu. Chciała jeszcze trochę ze mną pobyć, ponieważ nie miała ochoty siedzieć sama w pustym mieszkaniu. Rozumiałem ją.
Wypełniłem szybko jakiś formularz przy recepcji, dostałem klucze i poszliśmy do pokoju. Susie usiadła na łóżku, a ja uchyliłem okno.
- Twoja dziewczyna pytała cię kiedyś o tatuaż na obojczyku? - spytała nagle.
- Słucham?
- Tatuaż na obojczyku. Moja data urodzenia.
- Nie, nie pytała. Szczerze mówiąc nie interesują ją moje tatuaże. Ale akurat ostatnio była razem ze mną u tatuażysty.
- Właśnie, Alan mi opowiadał, że zafundowałeś sobie nowe dzieło. Mogę zobaczyć?
- Mhm. Opowiadałem ci kiedyś o nim. - rozpiąłem flanelową koszulę i zrzuciłem ją z siebie. Pokazałem jej tatuaż na boku, a ona delikatnie dotknęła mojej skóry. Po ciele przebiegł mi dreszcz. Cholera.
- Twoja mama...
- Po prawie trzech latach udało mi się w końcu go zrobić... - zaśmiałem się cicho i z powrotem założyłem ubranie. Su patrzyła na mnie bez słowa.
- Devon... - usłyszałem w końcu.
- Tak?
- Nic... - oparła głowę o moje ramię. - Cieszę się, że znowu cię widzę i że wszystko u ciebie dobrze.
Pogłaskałem ją po włosach i poczułem jej delikatne palce na mojej dłoni. Spojrzeliśmy na siebie.
- Przepraszam... - powiedziała cicho. - Powinnam już wracać do domu...
Pomyślałem o Sherry. O tym, że ją kocham i nie mogę jej tego zrobić. Ale jednocześnie nie chciałem, żeby Susie mnie zostawiała.
Odprowadziłem ją do drzwi. Popatrzyła na mnie jeszcze raz i uśmiechnęła się. Przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem.
- Do zobaczenia na gali.
- Tak. Do zobaczenia.
Wyszła z pokoju, a ja zamknąłem za nią drzwi. Oparłem się o zimną ścianę i wziąłem głęboki oddech. Co się ze mną działo, do cholery?
Susie
Do rozdania nagród AVN czas strasznie mi się dłużył. James zdążył wyjechać w trasę promującą Black Album, który odniósł ogromny sukces komercyjny. Siostra Jamesa, Deanna, miała przez ten czas opiekować się małym. Pomagałam mojemu ojcu i jego partnerce w organizacji ich ślubu, który zbliżał się wielkimi krokami. Z pomocą Nicole kupiłam też na tę okazję długą, obcisłą sukienkę w delikatnym szarym kolorze, zdobioną drobnymi kamyczkami. Była idealna. Wyglądałam w niej jak księżniczka, a moja przyszła macocha śmiała się, że przyćmię ją na jej własnym ślubie.
Moja relacja z Blake'em też wskoczyła na wyższy poziom. Spotykaliśmy się coraz częściej, nie tylko na kawę. To właśnie on miał być moją osobą towarzyszącą na gali. I wtedy pojawił się między nami pierwszy konflikt. Blake'owi nie spodobała się sukienka, którą chciałam założyć. Nie interesowało go to, że zapłaciłam za nią prawie trzydzieści tysięcy dolarów. Sam kupił mi sukienkę, która była dwa razy droższa. Była naprawdę piękna i typowo w moim guście, długa, czarna, minimalistyczna, z odkrytymi plecami, głębokim dekoltem i rozcięciem na nodze, ale i tak czułam się dziwnie. Żaden facet nigdy mi nie mówił jak mam się ubierać.
Prawdziwe problemy zaczęły się jednak wtedy, kiedy pojechaliśmy do Hard Rock Hotel & Casino w Las Vegas, gdzie co roku odbywała się gala. Byłam na zasłużonej "emeryturze" od prawie trzech lat, przez ten czas bardzo rzadko pojawiałam się publicznie na rozdaniach nagród, innych imprezach czy okładkach gazet. Wśród tych wszystkich nowych aktorek i aktorów czułam się jak antyk, nie znałam prawie nikogo. Większość moich koleżanek i kolegów z branży albo już z tego zrezygnowało albo nie żyło.
Ale było bardzo dobrze. Jeszcze przed rozpoczęciem gali poznałam mnóstwo osób, które były dla mnie straszne miłe, prosiły o autografy, zadawały dużo pytań, opowiadały o swoich przygodach w tym biznesie, chciały posłuchać moich, pytały o różne rady. Poznałam też partnerę Alana, Riley, która była naprawdę słodką dziewczyną i cieszyłam się na samą myśl, że będę prowadziła galę z tak świetnymi ludźmi.
Żeby nie było tak kolorowo, poznałam również osobę, która bardzo skutecznie próbowała zepsuć mi ten cudowny wieczór. Dziewczyna Devona.
Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, pomyślałam sobie, że to typowa dziewczyna w jego guście. Długonoga szczupła blondynka z ładną dziewczęcą twarzą. Ale czy była taka milutka na jaką wyglądała? Na pewno nie dla mnie i Alana. Starałam się być miła, nawet przywitałam się z tą szmatą. Przypominała mi trochę mnie. Ciągle narzekała, nic jej nie pasowało, nie potrafiła odkleić się od Devona. Jakby bała się, że jej go zabiorę. Patrzyła na mnie takim wzrokiem jak Lars albo jak Blake na facetów, którzy się za mną oglądali.
Starałam się ją ignorować. ale kiedy miałam spokój z nią, pojawiał się problem z Blake'em. Nie podobało mu się, że stoję za blisko Devona czy Alana, nie pasowało mu to, że ktoś na mnie patrzy, rozmawia ze mną, chce mnie przytulić czy mieć ze mną zdjęcie. Chyba nigdy nie spotkałam tak zazdrosnego człowieka jak on. Siedział w pierwszym rzędzie i mnie obserwował przez dwie godziny. Kiedy po gali mieliśmy iść na afterparty i zmieniłam sukienkę na obcisłą i bardziej krótką, z odkrytymi ramionami i rozcięciem na biodrze, prawie zabił mnie spojrzeniem. W końcu nie tak się umawialiśmy, to on decydował, w co mam się ubierać. Ale musiałam się mu jakoś postawić. Facet nie miał prawa mną rządzić.
Sherry
- Który to był rok? 1987? - spytała Susie, poprawiając się na swoim miejscu.
- Tak, 1987. - potwierdził Devon.
- I tak nic nie pobije Alana, który zaprasza swoją mamę na plan filmowy. - Susan wybuchnęła śmiechem.
- No co, musiała się w końcu dowiedzieć, bo bez przerwy zawracała mi mandolinę i pytała gdzie pracuję.
- I co ona na to? - spytał chłopak Susie.
- Nic. Mówi, że jestem dorosły i sam wiem co dla mnie najlepsze. - uśmiechnął się, a ja prawie spadłam z krzesła.
- Mam rozumieć, że twoja matka przychodzi do ciebie do "pracy", żeby popatrzeć jak uprawiasz seks z jakąś kobietą przed kamerą? - zapytałam, nie dowierzając w to co słyszę.
- Rzadko już występuję w filmach. Czasami siedzi ze mną za kamerą. Moja mama kocha mnie i szanuje moje wybory. - powiedział obojętnie.
- Riley, miałaś kiedyś okazję pracować z Devonem? - Su zmieniła temat. Spojrzała na dziewczynę, która patrzyła na nią z zachwytem i słuchała uważnie. Znalazła sobie idolkę...
Riley pokręciła głową.
- Nie, nie było już was w branży jak zaczęłam grać.
- Może to i lepiej. Dev zawsze miał obsesję na punkcie tego, żeby aktor lub aktorka nie patrzyli prosto w kamerę. Ja zawsze miałam z tym problem, a on bez przerwy się darł: "Nie patrz w kamerę!". A ja dalej swoje. W końcu któregoś dnia tak się wkurwił, że rzucił we mnie i w aktora z którym grałam butelką. Od tamtej pory nie spojrzałam w kamerę ani razu. - zaśmiała się, a ja przewróciłam oczami. Miałam jej dosyć. Wszyscy traktowali ją jak królewnę, owijała sobie facetów wokół palca. Opowiadała wszystkim o związku z Devonem, zachwycała się nim. Alan wszystko podchwycał i dodawał coś od siebie. Wyglądało to tak, jakby obydwoje zmówili się i chcieli zrobić mi na złość. Widziałam w niej zagrożenie. Spore zagrożenie. Byli ze sobą tak długo, w najgorszych chwilach. On nigdy o niej nie zapomni. Zawsze będzie częścią jego życia. Nawet wtedy, kiedy będę jego żoną, nawet wtedy, kiedy powiem mu, że jestem w ciąży...
Wstałam ze swojego miejsca i odrzuciłam włosy do tyłu.
- Idę się przewietrzyć. Zaraz wrócę.
- Ok. - rzucił Devon i wrócił do rozmów z resztą towarzystwa. Przecisnęłam się między stolikami i wyszłam na zewnątrz. Oparłam się o zimną ścianę budynku. Wzięłam głęboki oddech i rozejrzałam się po ulicy. Stałam tak może z dziesięć minut. Zaczęło robić mi się zimno i postanowiłam wracać do środka, kiedy nagle z lokalu wyszła Susie. Z papierosem w ustach i niedopitym drinkiem w dłoni. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się krzywo. Poprawiła swoją czarną krótką sukienkę i zapaliła papierosa. Zaciągnęła się i wzięła mały łyk trunku.
- I po co tu przyszłaś? - spytałam nagle. To były pierwsze słowa, jakie wypowiedziałam w jej stronę. Popatrzyła na mnie, unosząc brwi.
- Nie każdy sobie życzy, żeby przy nich palić.
- Jeszcze kilkanaście minut temu chwaliłaś się, że rzuciłaś palenie!
- Dziewczyno, ale ty masz problem.
Westchnęła i spokojnie wypuściła chmurę dymu z ust.
- Widzę, jak się kleisz do Devona... odwal się od niego.
- Jesteś zazdrosna?
- Niszczysz nasz związek.
- Zniszczyłam wiele związków. - powiedziała zadowolona z siebie. Miałam ochotę ją rozszarpać.
- Dlaczego to robisz?
- Posłuchaj mnie uważnie, bo zaczynasz mnie powoli wkurwiać. - rzuciła niedopałek i przydeptała go obcasem. - Starałam się być dla ciebie miła, mimo że od samego początku nie przypadłaś mi do gustu. Z Devonem nic mnie już nie łączy, nie jesteśmy razem od dwóch lat, a ty robisz jakieś problemy. Ogarnij się.
- Mam dosyć słuchania tego, jaką byliście wspaniałą parą i czego wy razem nie przeżyliście. - powiedziałam szczerze.
- Jak widać ze mną miał ciekawsze życie niż z tobą.
- Daruj sobie.
- Już nic nie mówię.
- Po co w ogóle tak się do niego kleisz, skoro masz faceta i ułożyłaś sobie życie na nowo?
- A ty dalej swoje... - mruknęła zirytowana. - Aż tak boli cię to, że mimo rozstania całkiem dobrze się dogadujemy i nie mamy do siebie jakiegoś żalu?
Najchętniej bym jej przywaliła, ale nie chciałam robić problemów i wylądować na najbliższym komisariacie policji. Susie jednak coraz bardziej mnie prowokowała.
- Masz jakąś obsesję na naszym punkcie. Może opowiem ci, w jakich pozycjach najczęściej się kochaliśmy? Albo jak zrobił mi niespodziankę na urodziny i wytatuował sobie moją datę urodzin na obojczyku. Pewnie nie wiedziałaś, że to moja data urodzenia. Ciekawe czy dla ciebie też kiedyś zrobi taki tatuaż. Wiesz, to musi być naprawdę dziwne. Stać obok kobiety, która wie o twoim facecie więcej niż ty.
- Wracam do środka. Nie chcę już o tym rozmawiać.
- Bardzo się cieszę. - dopiła swojego drinka i weszłyśmy do środka. Bez słowa usiadłyśmy przy stoliku, gdzie wszyscy świetnie się bawili. Ja i Susie nie zamieniłyśmy już ze sobą ani jednego słowa.
Susie
Weszliśmy z Blake'em do naszego pokoju hotelowego. Z wielkiego okna rozlegał się widok na powoli wschodzące słońce i zabarwione na różowo niebo. Blake przyparł mnie do ściany i przejechał dłonią po mojej talii. Uśmiechnęłam się lekko.
- Dobrze się bawiłaś z Devonem? - zapytał nagle.
Zamarłam. Kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- Słucham?
- Sami, na backstage'u? Nie było wam za ciasno?
- Chyba za dużo wypiłeś. Połóż się spać.
Chciałam go wyminąć i pójść do łazienki, ale ten jeszcze bardziej przycisnął mnie do ściany.
- Blake... proszę, nie rób mi nic.
- Nic ci nie chcę zrobić. - pogłaskał mnie po włosach. - Zaczynam się o ciebie martwić, skarbie.
- Boję się ciebie...
- Kochanie... - głos Blake'a napawał mnie strachem. Był zbyt spokojny, zbyt cichy, zbyt łagodny. - Naprawdę dzieje się z tobą coś złego. A tej sukienki... - przyjrzał mi się uważnie. - Nie wkładaj więcej. Pamiętaj, że tylko ja mam prawo patrzeć na twoje nogi. Inaczej będę musiał je połamać...
Uśmiechnął się i poszedł do łazienki, a ja z walącym sercem ściągnęłam z siebie sukienkę i wskoczyłam do łóżka. Nie wiem jakim cudem udało mi się zasnąć.