Marty
Wjechałem windą na dwunaste piętro i bez pukania wszedłem do mieszkania Shanell. Drzwi były otwarte, a w środku było cicho. Chciałem pójść od razu do salonu, ale po drodze zajrzałem jeszcze do kuchni, gdzie zastał mnie dosyć niecodzienny widok. Nick stał oparty o blat, a ona mówiła coś pod nosem i dotykała go po twarzy. Oparłem się o futrynę i odchrząknąłem. Spojrzeli na mnie wystraszeni.
- Marty?
- To ja.
- Jak wszedłeś?
- Drzwi były otwarte.
- Puka się.
- Ja już wiem kto kogo puka w tym domu.
- Coś mi wpadło do oka, Shanell pomagała mi wyciągnąć. - zaczął tłumaczyć się Nick.
- Po co przyszedłeś? - spytała Shan, patrząc na mnie.
- Mam sprawę. - powiedziałem cicho i usiadłem na stole. - Byłem z Abigail, siostrą Kirka, w kawiarni. Jadłem sobie swoje ciasto, nagle podchodzi do nas kelnerka i mówi, że wygraliśmy konkurs, który zorganizowali.
- Jaki konkurs?
- Potrójna randka w tej kawiarni, w sobotę wieczorem. Oczywiście jak Kirk się dowiedział to stwierdził, że musi iść razem z nami. Jego siostra towarzyszy mi, a jemu nie ma kto. Pomyślałem, że może ty...
- A druga para? - spytał Menza.
- Jeszcze nie wiem. Zapytam kogoś.
Nick spojrzał z uśmiechem na swoją byłą dziewczynę.
- Pójdziemy w przyszłą sobotę na sernik z białą czekoladą i malinami? Jako przyjaciele.
- Czemu nie... Możemy iść. - uśmiechnęła się. - A co z Kirkiem?
- Załatwimy mu kogoś. Idziecie z nami jako trzecia para. Mam jeszcze jedną prośbę. Możecie nie kompromitować mnie przy Abigail?
Shanell i Nick spojrzeli na siebie ze zdziwieniem.
- Chodzi o to, żebyście nie gadali jakichś głupot na mój temat. Nie mówili o byłych dziewczynach czy imprezach. I o tej rzężączce.
- Ja jestem dyskretna. - oznajmiła Shan.
- Mnie to nie interesuje, nic jej nie będę mówił. Nawet jej nie znam. - Nick wzruszył ramionami.
- Dzięki. Miło cię znowu widzieć. - uśmiechnąłem się do niego. - Wracasz do zespołu?
- Nie. Przynajmniej na razie. Nie mam do tego głowy. Muszę pogadać też z Dave'em, dawno się z nim nie widziałem.
- Rozumiem. Ale cieszę się, że wróciłeś do żywych.
Nick kiwnął głową i uśmiechnął się lekko.
- Jak Nelly? - zaciekawiłem się.
- Dobrze. Jest jeszcze dzieckiem, więc nie rozumie jeszcze wielu rzeczy które się teraz wokół niej dzieją. Dobrze to znosi.
- A Josie?
Wzruszył ramionami.
- Bez zmian. Lekarze twierdzą, że już raczej nic się nie zmieni i każą się z tym pogodzić.
- Przykro mi... A co z małą? Zostanie z tobą?
- Nie. Chce zostać z rodzicami Josie. Spędza z nimi dużo czasu, od nich ma blisko do przedszkola, przyjaźni się z dzieciakami z sąsiedztwa. Zresztą średnio bym sobie poradził sam. Jestem beznadziejnym ojcem. Lepiej będzie jak zamieszka z babcią i z dziadkiem, a ja będę się z nią spotykał tak jak wcześniej. To chyba będzie najlepsze rozwiązanie.
- Najważniejsze, żeby była szczęśliwa i jakoś mocno nie odczuwała tej straty.
- Będzie odczuwać. Tego obawiam się najbardziej. Po prostu mam nadzieję, że dosyć szybko się z tym pogodzi i zrozumie to wszystko.
Kiwnąłem głową. Na chwilę zapadła niezręczna cisza. W końcu usłyszeliśmy pukanie do drzwi, a Shanell poszła otworzyć.
- Cześć. Możesz mi pożyczyć ten czarny luźny crop top na cienkich ramiączkach? - dobiegł nas głos Roxxi.
- Wejdź, zaraz ci przyniosę.
Shan ruszyła w stronę swojej sypialni, a Roxanne pojawiła się w kuchni.
- O, Nick. - uśmiechnęła się. Podeszła do niego i objęła go. - Dobrze cię widzieć.
- Ciebie też. Jak Lars?
- Jak zawsze straszny.
- No jasne, po co pytam.
- Jak twoja konkursowa randka? - spojrzała nagle na mnie.
- Dobrze. Jest w przyszłą sobotę.
- Kto idzie?
- Ja i Abigail, Shan i Nick, Kirk i ty.
- Co?
- Ja i Abigail, Shan i Nick, Kirk i ty.
- Zrozumiałam za pierwszym razem. Umówiłeś mnie na randkę z Kirkiem?
- Musi z kimś iść.
- Gościu! - krzyknęła i rzuciła się na mnie z pięściami. Zasłoniłem się rękami i pobiegłem na drugi koniec kuchni.
- To tylko ze trzy godziny! Zjemy coś i wrócimy. Nawet nie musisz z nim gadać.
- Nie mam zamiaru z nikim gadać. Pójdę tam tylko dlatego, że nie mam na ten dzień żadnych planów i nie będę musiała płacić.
- Będziesz kierowcą?
- Chyba sobie żartujesz.
- Ja mogę być. - powiedział Nick. - W niedzielę idę do pracy, więc nie mogę pić.
- Dzięki.
Po chwili wróciła Shanell i dała Roxxi swoją bluzkę, którą chciała pożyczyć. Schowała ją do swojej torebki.
- Trzymajcie się. A z tobą policzę się po randce. - rzuciła, wskazując na mnie palcem i wyszła, trzaskając drzwiami.
Nick
Od godziny siedzieliśmy w kawiarni, do której Marty zaprosił nas na potrójną randkę. Dostaliśmy stolik w najlepszym miejscu i mogliśmy zamówić co tylko chcieliśmy. Marty siedział obok Abigail i tak na siebie patrzyli, że ciężko było nie zauważyć, że coś do między nimi iskrzy. Kirk jednak w ogóle tego nie dostrzegał. Albo po prostu nie chciał. Przyszedł na randkę z Roxxi, która o dziwo była dla niego bardzo miła. Nie nabijała się z nikogo, nie obgadywała, Marty'emu też dała spokój. A ja byłem zajęty moją randką.
Tak jak wcześniej obiecywałem z Shan Marty'emu, nie wspominaliśmy nic o jego byłych dziewczynach i orgiach w których brał udział, tylko staraliśmy się przedstawiać go w dobrym świetle. Podczas rozmów Kirk chyba jednak zaczął coś podejrzewać, bo wiele rzeczy mu się nie zgadzało, ale siedział cicho.
- Jesteście taką ładną parą. - powiedziała nagle Abigail, a ja oderwałem wzrok od mojej byłej dziewczyny. Spojrzałem na Abi.
- Mówisz o nas?
- Tak. O tobie i Shanell.
- Właściwie... Od dłuższego czasu nie jesteśmy już parą. - oznajmiła zmieszana Shan.
- Ale jesteśmy przyjaciółmi. - dopowiedziałem.
- Jak się poznaliście?
Spojrzeliśmy z Shanell na siebie.
- Marty nas zapoznał. - odpowiedziała, posyłając mu uśmiech.
- Co wy gadacie? Poznaliście się dzięki Dave'owi. - wtrącił się Hammett.
- Marty też był przy tym spotkaniu. I nie odzywaj się, bo ciebie w ogóle tam nie było.
- Mamy też syna. Ma dziewięć miesięcy. - pochwaliłem się.
- Jak ma na imię?
- Marty. - powiedziałem bez zawahania.
- Naprawdę? - Abi uśmiechnęła się do Friedmana.
- No... tak jakby.
- Więc jak ma na imię?
- Milan.
Abigail popatrzyła na niego bez słowa i napiła się swojej herbaty z cytryną. Chwilę później podeszły do nas dwie kelnerki z naszymi zamówieniami.
- Uwielbiam sernik z czekoladą. W San Francisco nie ma takiego dobrego. - stwierdziła Abi.
- Marty wymyślił sernik. - rzuciła Roxxi, wyciągając paczkę fajek z torebki. Włożyła seksownie papierosa do ust i przysunęła się do Kirka, żeby go odpalił. Zaciągnęła się i wypuściła chmurę szarego dymu, zakładając nogę na nogę.
- Nie wymyśliłem sernika. - zdenerwował się w końcu Friedman.
- Ktoś musiał. - uśmiechnęła się Roxanne.
Marty wstał ze swojego miejsca i wyszedł na zewnątrz. Widzieliśmy przez okno, jak przechadza się nerwowo po chodniku. Abigail patrzyła z zatroskaniem na niego.
- Może pójdę tam...? - spytała.
- Daj spokój. Nic mu się nie stanie. - powiedział Kirk, a Abi wróciła do jedzenia.
- Masz ciasto kokosowe? - spytała Roxxi Hammetta.
- Tak. A ty?
- Orzechowe. Chcesz spróbować?
Kiwnął głową. Po raz pierwszy w życiu zobaczyliśmy, że Roxxi dzieli się z kimś swoim jedzeniem. Chyba pogodzenie się z Larsem wyszło jej na dobre.
Chwilę później wrócił do nas Marty. Zajął miejsce obok Abigail i bez słowa zaczął jeść. To było trochę smutne, że była to jego randka, a on bawił się najsłabiej. Ale po części była to nasza wina. Chyba zbyt bardzo chcieliśmy, żeby Marty przypodobał się Abi.
Koło dwudziestej drugiej randka dobiegła końca i zaczęliśmy się zbierać. Początkowo miałem tylko odwieźć do domu moją byłą dziewczynę. Roxxi wzięła Kirka do swojego samochodu, bo miała po drodze. Mogła też wziąć Marty'ego i Abigail, ale postanowili jechać z nami, nie miałem pojęcia dlaczego.
Shanell
Zajęłam miejsce pasażera, a Nick usiadł za kierownicą. Wzięłam głęboki oddech i wyciągnęłam szminkę z torebki. Spojrzałam w lusterko i podkreśliłam usta czerwonym kolorem. Kątem oka dostrzegłam, jak Marty i Abigail wpakowali się na tylne siedzenie. Poprawiłam włosy i bez słowa oparłam się na swoim fotelu.
- Najpierw odwieziemy ich, a potem pojedziemy do ciebie. - powiedział Nick, a ja kiwnęłam głową. Włączyłam radio, żeby nie słuchać jak Abigail i Marty na zmianę kłócą się i przepraszają. W końcu zamilkli, ja z Nickiem też nie rozmawiałam, tylko wlepiłam wzrok w przednią szybę. W pewnym momencie poczułam, jak ktoś kopie moje siedzenie. Spojrzałam ze zdziwieniem na Nicka, który zerknął w lusterko i zaczął się śmiać.
- Co? - spytałam cicho.
- Spójrz.
Popatrzyłam w lusterko i szybko odwróciłam wzrok. Jak gdyby nigdy nic znów wróciłam do obserwowania tego, co się dzieje za oknem. Kopanie w fotel jednak nie ustąpiło, a Abigail dodatkowo zaczęła jęczeć. Marty postanowił strzelić jej przy nas soczystą dwudziestominutową minetę. Zakryłam dłonią usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Nick udawał, że tego nie słyszy. Uśmiechał się pod nosem i patrzył spokojnie na drogę.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Nick zatrzymał się pod blokiem. Odwrócił się w ich stronę.
- Już jesteśmy. Marty... Marty!
Friedman oderwał się w końcu od Abigail, a ona znów do niego przylgnęła i pocałowała namiętnie.
- Jesteśmy na miejscu. - powtórzył mój były chłopak.
- O... Szybko... Dzięki. - rzucił pośpiesznie i wytoczył się razem ze swoją partnerką z samochodu. W jednej ręce Abigail trzymała swoje szpilki, drugą obejmowała Marty'ego w pasie. Kiedy zniknęli za drzwiami budynku, ja i Nick wydarliśmy się tak, jakby ktoś nas mordował.
- Myślałam, że już nie wytrzymam! - krzyknęłam, zanosząc się histerycznym śmiechem, którym zaraziłam też Nicka.
- Tylko teraz mieli chwilę dla siebie, pewnie Kirk ich w nocy pilnuje. - stwierdził, wycierając oczy. - My nie byliśmy lepsi. Pamiętasz jak byliśmy dwa lata temu u moich rodziców na święta? Kiedy wracaliśmy z zakupów to zatrzymaliśmy się na jakimś odludziu, szybki seks i dopiero do domu.
- Ale my dzieliliśmy pokój z twoją siostrą i jej chłopakiem, a Marty ma swój!
- Kirk pewnie stałby z szklanką przy drzwiach i podsłuchiwał.
- Ale to było szalone. - powiedziałam, mając na myśli nasze poprzednie święta w Monachium. - Na dworze było chyba minus piętnaście stopni... Nie wiedzieliśmy, że wtedy byłam już w ciąży. Piękne czasy...
Nick uśmiechnął się i ruszył w stronę mojego domu. Przez całą drogę milczeliśmy, jedynie wymieniliśmy kilka tajemniczych uśmiechów. Kiedy byliśmy na moim osiedlu, zaparkował na parkingu i wyszedł razem ze mną z samochodu. Weszliśmy do bloku i wjechaliśmy windą na dwunaste piętro. Stanęliśmy przed drzwiami mojego mieszkania. Oparłam się o ścianę. Nick przytulił mnie, a ja położyłam dłonie na jego ramionach. Spojrzał mi w oczy i przybliżył swoją twarz do mojej. Pokręciłam głową i przyłożyłam rękę do jego ust.
- Nie. - uśmiechnęłam się lekko. Przewrócił oczami i odwzajemnił mój gest. - Dobranoc.
- Śpij dobrze. - pogłaskał mnie po policzku. Otworzyłam drzwi i patrzyłam jeszcze, jak odchodzi w stronę windy. Odwrócił się w moją stronę. Pomachałam mu i weszłam do mieszkania. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie, wybuchając śmiechem.
Czułam się naprawdę szczęśliwa.