sobota, 28 marca 2015

The Unforgiven - rozdział 31.

uwielbiam ten rozdział.

Susie
Siedziałam znudzona przy stole w kuchni i właśnie rysowałam coś na odkładce Vogue. James z samego rana wybrał się do swojej siostry, więc przynajmniej miałam spokój. Jak na złość usłyszałam irytujący dzwonek do drzwi. Rzuciłam długopisem o gazetę i powlokłam się do przedpokoju, poprawiając swoją flanelową koszulę. Otworzyłam drzwi, a na progu zobaczyłam Larsa z poważną miną. Bez zaproszenia wszedł do środka. Myślałam, że chce mnie przeprosić za swoje ostatnie zachowanie, jednak się myliłam.
- Czego chcesz? - spytałam lodowato.
Duńczyk wyciągnął z kieszeni kurtki kopertę i wręczył mi ją bez słowa. Otworzyłam ją ze zdziwieniem.
- Pieniądze...?
- Sto tysięcy.
- Za co? Nie przypominam sobie, żebyśmy uprawiali seks, czy coś...
- Zniknij z życia Jamesa.
Myślałam, że się przesłyszałam.
- Słucham?
- To co słyszałaś. Zabieraj kasę i znikaj. James ma się zająć muzyką, a nie wychowywaniem dziecka gwiazdy porno. Nawet nie wiadomo, czy jest jego.
- Jego. Wszyscy moi byli faceci umieli się zabezpieczać. - rzuciłam w niego kopertą. - Zabieraj te pieniądze. Ja potrafię wydać dwieście tysięcy jednego dnia w sklepie Versace, a ty dajesz mi sto tysięcy. Śmieszny jesteś.
- Radzę ci zniknąć z życia Jamesa. Albo pożałujesz.
- Grozisz mi? - uśmiechnęłam się ironicznie.
- Moi prawnicy cię zniszczą.
- To ja zniszczę ciebie. Wynajmę płatnego zabójcę albo sama cię załatwię.
Lars się zaśmiał i z powrotem schował kopertę. Odgarnął włosy do tyłu.
- Lepiej to przemyśl. Pieniądze będą czekać.
Wyszedł bez pożegnania, a ja usiadłam zdenerwowana przy stole i rozpłakałam się z bezsilności.

Devon
Czas mijał. Mój związek z Sherry przechodził przez różne etapy. Było dobrze, ale bywały też gorsze dni. Nie byliśmy razem bardzo długo, ale wiedziałem, że Sherry to odpowiednia kobieta dla mnie. Mimo że bardzo chciałem mieć już dziecko, na razie o tym nie myślałem. Byliśmy po prostu zbyt krótko.
Pewnej soboty moja dziewczyna uznała, że to odpowiedni czas, żebym poznał jej rodziców. Mieszkali w Scottsdale, jakieś dwadzieścia minut drogi samochodem od nas. Zgodziłem się, chociaż w środku aż mnie skręcało. Musiało jednak w końcu do tego dojść.
- Cieszysz się, że poznasz moich rodziców? - spytała podekscytowana, kiedy już siedzieliśmy w samochodzie.
- Jasne. - powiedziałem cicho, nawet na nią nie patrząc. Przez kilka minut w ogóle się nie odzywaliśmy.
- A kiedy ja poznam twoich rodziców?
Rzuciłem na nią wzrokiem i westchnąłem cicho.
- Moja mama nie żyje... a ojciec... nie wiem co z nim...
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś...?
- Sherry, po co ci miałem o tym mówić?
- Jesteśmy parą, w końcu musiałbyś mi powiedzieć...
- Nic bym nie musiał. - przerwałem jej chłodno.
- Devon, ja właściwie nic o tobie nie wiem... - zaczęła, patrząc na mnie uważnie. - Jesteśmy razem od kilku miesięcy. Nic mi o sobie nie mówisz. Nie wiem nic o twojej rodzinie, dzieciństwie, młodości... tak samo pieniądze... skąd masz tyle kasy, skoro nie pracujesz?
- Zarobiłem.
- Jak? Jesteś płatnym zabójcą, produkujesz narkotyki?
- Daj spokój... - rzuciłem, lekko poirytowany.
- Porozmawiaj w końcu ze mną! Zatrzymaj się, do cholery!
Zjechałem na pobocze i zatrzymałem się. Ściągnąłem okulary przeciwsłoneczne i spojrzałem na nią.
- Proszę bardzo, pytaj o co chcesz. Ale od razu mówię, że będziesz tego żałować.
- Chcę wiedzieć o tobie wszystko. Opowiedz mi coś o sobie, najlepiej od samego początku...
Wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy. Po kilku sekundach popatrzyłem uważnie na Sherry, która była coraz bardziej zniecierpliwiona.
- Jestem z New Jersey, konkretnie z Newark, mieszkałem tam dwadzieścia lat. Mój ojciec rozwiódł się z moją mamą kiedy miałem cztery lata. Widywałem go raz w tygodniu. Mieszkałem z mamą. Niby wszystko było w porządku. Znalazła sobie faceta dopiero wtedy, kiedy miałem już z siedemnaście lat. Nigdy go nie lubiłem, a teraz nienawidzę go z całego serca. - przez chwilę nic nie mówiłem.
- Devon...
- Zabił ją... - wykrztusiłem z siebie. - Przez ten cały czas, kiedy z nami mieszkał robił bez przerwy awantury, nie pamiętam ani jednego spokojnego dnia... Zawsze był strasznie zazdrosny o moją matkę... W końcu go zostawiła, on nie mógł się z tym pogodzić... Którejś nocy... - zrobiłem krótką przerwę. - Któreś nocy włamał się do domu i ją zastrzelił... Nocowałem wtedy u ojca. Pewnie ja skończyłbym tak samo, gdybym był wtedy w domu... Po tym wszystkim miałem zamieszkać z ojcem, ale on nie chciał się mną zająć, bo sprawiałem za dużo problemów. Twierdził, że nie dałby sobie ze mną rady. Miała mnie wziąć do siebie moja ciotka. Spakowałem się, wziąłem wszystkie pieniądze jakie były w domu i uciekłem. Kupiłem bilet i poleciałem na drugi koniec kraju. Siedziałem w samolocie do Los Angeles i myślałem: "znajdę pracę, znajdę mieszkanie, będzie świetnie, mama będzie dumna". Ale rzeczywistość okazała się trochę inna... - zerknąłem na Sherry, która patrzyła na mnie uważnie. - Któregoś dnia siedziałem na krawężniku i nie wiedziałem co robić, nic nie jadłem od dwóch dni. Myślałem tylko: "Co ja teraz zrobię? Boże, gdzie jesteś?". Pamiętam, że podszedł do mnie jakiś koleś, miał na imię Connor. Powiedział: "Mogę ci pomóc. Tam mieszka kobieta, która uważa. że jesteś bardzo przystojny i chętnie da ci sto dolarów. Możesz tyle zarobić, jeśli będziesz się z nią kochać". Myślałem wtedy tylko o jedzeniu i jakimś miejscu do spania, więc już mi było wszystko jedno. Zacząłem robić naprawdę obrzydliwe rzeczy, potrafiłem chodzić po sklepach, klubach i szukać dziewczyn, które zapłacą mi za seks. Tak wyglądało kilka pierwszych miesięcy w Los Angeles. Ale trzeba przejść wszystko w drodze na szczyt. Bito mnie, pomiatano mną, przeszedłem piekło. Chłopak jakiejś laski z którą się przespałem chciał mnie zabić, ktoś mnie kiedyś popchnął prosto pod samochód. Pewnie dlatego potem byłem taki twardy i dawałem radę w późniejszym życiu. Którejś nocy Connor, bo wtedy u niego mieszkałem spytał: "Hej, Jeffrey, czemu nie spróbujesz w pornosach? Możesz dostać nawet dwa tysiące dolarów za jeden film", "Mówisz, że mogę zgarnąć dwa tysiące za seks przed kamerą? Jak trudne to może być, zrobię to". Jeszcze tej samej nocy wziąłem książkę telefoniczną, żeby wybrać sobie pseudonim. Od razu rzuciło mi się w oczy imię Devon, musiałem je mieć. I do tego jakieś pierwsze lepsze nazwisko, padło na Hayes. Nie chciałem występować pod moim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Tak naprawdę przez jakieś dwadzieścia jeden lat nazywałem się Jeffrey Wells, kiedy zacząłem grać w filmach, zmieniłem imię i nazwisko w papierach. Nie chciałem żeby rodzina mnie szukała, żeby się dowiedzieli co robię. Nie ma już Jeffreya. Producenci i reżyserzy poświęcali mi tyle uwagi, "będziesz najlepszym aktorem, będziesz miał tyle dziewczyn ile tylko zechcesz, będziesz wielki, wszyscy cię będą kochać". A ja w to wierzyłem. W nocy miałem koszmary, dostawałem drgawek. Faszerowałem się Zoloftem i Xanaxem. Sprowadzałem dziewczyny z którymi grałem do najniższego poziomu, upokarzałem je na sposoby, o których nawet nie chciałabyś słuchać. Co 2-3 minut następuje cięcie, musisz zastygnąć w bezruchu, "poprawmy światło, zrób zbliżenie, podjedź kamerą, o tutaj...", a ty gapisz się na stos zużytych gumek, dziewczynę pod tobą, której ciekną łzy i ludzi, którzy kręcą się obok ciebie. Nie brakuje alkoholu, amfy i kokainy, żeby móc przez to wszystko jakoś przebrnąć. Ale kochałem pieniądze, uwagę i rozgłos, jakie za tym szły. Po około siedemdziesięciu filmach w których wystąpiłem, setkach godzin wykonywania ostrych scen seksu, miałem już dosyć grania i postanowiłem zająć się reżyserowaniem filmów. I wtedy pojawiła się Susie. To było na początku 1985 roku, nie występowałem w filmach od paru dobrych miesięcy. Wcześniej nie spotykałem się też z konkretnymi dziewczynami, miałem co dwa dni inną laskę i to mi odpowiadało. Ale kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem na castingu, taką śliczną, drobną, przestraszoną, wiedziałem, że muszę ją mieć. Wszystkie aktorki marzą o związkach z reżyserami. Kiedy spytałem ją pierwszy raz czy się ze mną umówi, powiedziała, że nie chodzi na randki. Powiedziałem, że chciałbym z nią czasem wyjść na drinka, zagrać w bilard, cokolwiek, a ona dalej była niechętna. Zapytałem w końcu czy ćpa, odpowiedziała, że tak. Spytała co mam, powiedziałem, że metę, a ona: "Dawaj, umówię się z tobą". Zaczęliśmy się spotykać, ale nie byliśmy parą. Zagrałem z nią w sześciu filmach, pomagałem jej się wybić w tym biznesie, mówiłem, które propozycje ma przyjmować, które odrzucać. Zaczęła też brać udział w sesjach zdjęciowych, pojawiała się na okładkach. Dosyć szybko stała się jedną z najbardziej rozchwytywanych aktorek, zgarniała wszystkie nagrody za swoje filmy. Coraz częściej spotykaliśmy się poza planem, ćpaliśmy, rozmawialiśmy godzinami, czytałem jej książki, grałem z nią nawet w gry planszowe. Cholera, przecież nie robiłem tego od dziecka... Opowiedziała mi swoją historię, całe swoje życie, a ja powiedziałem: "Susie, to takie smutne. Chcę się z tobą ożenić". Zaczęła opowiadać, że nie jest dobrym materiałem na żonę, że jest dziwką, że jest brzydka w środku, a ja mówiłem: "Przecież jestem taki sam. Nieważne. I tak się z tobą ożenię". Oświadczyłem się jej tydzień później, kiedy u mnie nocowała. Nie miała wtedy jeszcze swojego mieszkania, mieszkała w hotelach. Wydałem kilka tysięcy na pierścionek, wrzuciłem go do jej kubka z kawą. Zeszła na dół na śniadanie, a kiedy zorientowała się, że w kubku jest pierścionek, zaczęła na mnie krzyczeć, rzuciła nim o ścianę i poszła na górę. W końcu zeszła ze schodów i powiedziała: "Dobra, wyjdę za ciebie". Boże, miałem nadzieję, że mnie to uratuje. W końcu przestałem brać narkotyki i leki. Zamieszkała ze mną. Polecieliśmy na Hawaje, nasze pierwsze wspólne wakacje. Kilka tygodni później dowiedzieliśmy się, że jest w ciąży. Nigdy nie sądziłem, że zostanę ojcem, nie myślałem nawet o dzieciach. Ale po raz pierwszy od śmierci mojej mamy byłem naprawdę szczęśliwy. Z Susie było jednak coraz gorzej. Próbowała popełnić samobójstwo, poroniła. Bardzo to przeżyłem. Granie w filmach i narkotyki coraz bardziej ją wyniszczały psychicznie. Pomiatała mną, zdradzała mnie ze swoim dilerem, a ja nadal z nią byłem i chciałem jej pomóc. Rozstaliśmy się po ponad trzech latach związku. Odszedłem z tego biznesu, sprzedałem mieszkanie i przeprowadziłem się tutaj. - westchnąłem cicho i spojrzałem na Sherry. Jej policzki były mokre od łez. - To cała moja historia. To właśnie chciałaś usłyszeć?
- Chcę wrócić do domu... - wykrztusiła po kilku minutach łamiącym się głosem.
- Sherry...
- Nic nie mów... chcę do domu...
Bez słowa odpaliłem silnik i zawróciłem. Też chciałem być już w domu.

Sherry
Całą drogę siedziałam w samochodzie jak sparaliżowana. Nie mogłam nic powiedzieć, nie potrafiłam się nawet poruszyć. Zbierały się we mnie wszystkie emocje, a kiedy tylko przekroczyliśmy próg domu, wybuchnęłam.
- Męska dziwka! - rzuciłam się na niego z pięściami. - Myślałeś, że nigdy się nie dowiem?!
- Widzisz... - złapał mnie za nadgarstki. - Dlatego nie chciałem ci o tym mówić.
- Tutaj udajesz świętego, a tak naprawdę lubisz poniżać dziewczyny, traktować je jak wory na spermę! Ja miałam być kolejna?!
- Przestań. Zmieniłem się. Nigdy nie poniżyłem mojej narzeczonej, nawet jak traktowała mnie jak śmiecia. W pracy robiłem to co musiałem.
- Ty to nazywasz pracą?
- Bo to była praca. Potrafiłem oddzielić ją od życia prywatnego. Ludzie w tym biznesie szybko mądrzeją.
- To jest chore... - zazdrżał mi głos. - Nie potrafię tego pojąć...
- Zmieniłem się, Sherry. Nie mam zamiaru do tego wracać.
- A twoja była narzeczona? To jak o niej mówiłeś, w jaki sposób...
- Zapomnij. Było minęło. Po prostu była dla mnie cholernie ważna, paradoksalnie to właśnie dzięki niej wyszedłem na prostą, więc była dosyć istotną postacią w mojej historii...
Popatrzyłam na niego zaszklonymi oczami.
- Kochasz mnie?
- Oczywiście. - powiedział cicho i mocno mnie przytulił. Zrobiło mi się tak dobrze...