na zakończenie wakacji, James Hetfield robiący jajka na bekonie.
miłego roku szkolnego 2015/2016. oby był dobry.
Shanell
Zbliżała się 19:00. Siedziałam właśnie w mieszkaniu Jamesa i Mel, była też Agnes z Jasonem. James szykował nam kolację. Robił najlepsze jajka na bekonie w całej Kalifornii.
- Jam, mówiłam ci już, że cię kocham? - spytałam nagle, uśmiechając się do niego.
- Dzisiaj jeszcze nie. - odpowiedział, stojąc cały czas przy kuchence.
- Kocham cię. I zazdroszczę Mel. - oparłam się o ramię przyjaciółki, która odłożyła widelec i pogłaskała mnie po włosach.
- Co wy byście beze mnie zrobili? - Hetfield wziął w końcu swój talerz i usiadł z nami przy stole. Lola wyszła spod stołu i położyła pysk na jego kolanach. Pogłaskał ją po miękkiej jasnej sierści.
- Nick ci nie gotuje, Shan? - zapytała Agnes.
- Ja jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie kiedy zaleje mi płatki mlekiem lub przygotuje sos do spaghetti.
- Cholera... to tak jak u mnie i Jasona.
Uniosłam kąciki ust ku górze, po czym oparłam się wygodnie na krześle. Poczułam ruchy dziecka i pogłaskałam się po brzuchu. To było niesamowite. Po raz pierwszy w życiu przeżywałam coś takiego. Nosiłam pod sercem moje małe stworzenie, moje i faceta, którego kocham. Czułam jego delikatne kopnięcia. Jakby chciał mi dać do zrozumienia, że ma się dobrze i już chce być z nami.
- Praktycznie cały dzień śpi, kopie tylko wieczorem lub kiedy coś zjem. - powiedziałam, patrząc na mój brzuszek.
- Będzie chłopak. - oznajmił James.
- Skąd wiesz?
- Nath też kopał w nocy. Sophia praktycznie tylko rano.
- Każde dziecko jest inne.
Mel dotknęła mojego brzucha. Patrzyłam na nią w milczeniu, aż w końcu poczułam mocne kopnięcie.
- O cholera. Faktycznie chłopak. Dziewczynki są delikatniejsze.
- Też mogę dotknąć? - spytała Agnes.
- Jasne.
Ag położyła rękę na moim brzuchu. Kiedy poczuła ruchy, szybko ją cofnęła.
- Jakie dziwne uczucie...
- Uwielbiam je. Gdy pierwszy raz je poczułam miałam wrażenie, jakby w brzuchu pękały mi bańki.
- Urocze. - odezwał się w końcu Jason.
- A ty kiedy się w końcu postarasz? - James odsunął od siebie swój pusty talerz. - Jedyny w naszej ekipie, który ma dziewczynę i nie ma dzieci.
- Nie mam czasu na dzieci. Muzyka to moje dziecko.
- Ehe, też tak mówiłem. A wpadliśmy już na pierwszej randce.
- Czy ktoś z nas w ogóle planował dzieci? - zaśmiałam się. - Tylko Judy z Davidem starali się o drugie dziecko.
- Nie wierzę, że ty i Nick nie planowaliście... - odezwała się Agnes.
- No nie. Wpadka... - uśmiechnęłam się. - Liczyłam, zaszłam w ciążę w hotelu Maison Souquet w Paryżu, po pokazie Johna Galliano. Nick nie wiedział co ze sobą zrobić i schlał się w barze hotelowym. - spojrzałam na Mel, która patrzyła na mnie, marszcząc brwi. - No dobra, nie będę robić z siebie świętoszka. Też nie byłam zbyt trzeźwa.
- Już chciałaś całą winą obarczyć Nicka. Typowa kobieta. - powiedział Jason.
- Hej, gdyby nie on, dziecka by nie było. - zaśmiałam się. - Ale mimo wszystko, nigdy nawet nie rozmawialiśmy o dzieciach. W mojej pracy z macierzyństwem trzeba trochę poczekać, nie sądziłam też, że Nick chciałby mieć dzieci po tych przeżyciach z Nelly i swoją byłą... ale jak doszło co do czego, stanął na wysokości zadania i nawet nie pojawiła się myśl, że mogłabym usunąć ciążę. Będzie świetnym ojcem, wierzę w to.
- Jesteście cudowną parą. - wyraziła swoje zdanie Ag. Spojrzałam na nią, a później przeniosłam wzrok na Melanie. Uśmiechnęła się do mnie i położyła swoją dłoń na mojej. Popatrzyłam też na Jamesa, który udawał, że w ogóle nas nie słucha.
- James, a ty jak począłeś swoje dzieci? - spytał nagle Jason, patrząc na swojego frontmana.
- Ile razy już o tym gadaliśmy...
- My jeszcze nie słyszeliśmy. - odezwała się Agnes.
- Pierwsze w samochodzie, a drugie normalnie w domu, po prostu pękła nam prezerwatywa.
- Jak zaszła w ciążę z Nathanem to tylko krzyczała, ale gdy dowiedziała się, że jest w ciąży z Sophią to prawie go zabiła. Biedny James. - wybuchnęłam śmiechem.
- To nie jest śmieszne Shanell, ciekawe co ty byś zrobiła na moim miejscu. Ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, mieliśmy malutkie dziecko, a ten idiota drugi raz mnie zapłodnił. Nic tylko zabić. - Melanie wstała ze swojego miejsca i podeszła do lodówki, żeby wyciągnąć karton soku pomarańczowego.
- Czy to moja wina, że pękła gumka? - próbował bronić się James.
- Mogę się założyć, że źle ją założyłeś.
- Soph ma już sześć lat, a ona dalej mi to wypomina. - mruknął do Jasona.
- Hetfield, słyszałam to! - krzyknęła Mel, odwracając się w jego stronę. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Miałam najlepszych przyjaciół na świecie.
Kirk
Postawiłem dzbanek z herbatą na stole i zająłem swoje miejsce. Był sobotni poranek, 9:00 rano, a Dave już nie spał. Siedział wygodnie rozłożony, z nogami na drugim krześle i przeglądał gazetę. W końcu odłożył ją na bok i wziął do ręki kromkę chleba.
- Ale twarde to masło... - powiedział, próbując je rozsmarować. - Wiesz Kirk, jakbyś je wyciągnął wieczorem z lodówki, to teraz byłoby miękkie. A tak nawet spokojnie kanapki nie można sobie zrobić...
- To mogłeś je sobie wyciągnąć. Ale jak się wraca o czwartej nad ranem z imprezy to się nie myśli, prawda?
Mustaine zrobił głupią minę i wrócił do walki z twardym masłem.
- A właśnie, gdzie ty się szlajasz po nocy? - spytałem nagle, przysuwając do siebie swój pusty kubek. - Gdzie wczoraj byłeś?
- A ty moją żoną jesteś, że mam ci mówić gdzie byłem? Będę sobie chodził gdzie mi się podoba.
- Ciekawe co Diana na to.
- A widzisz tu gdzieś Dianę? Nie? To zamknij mordę.
- Mieszkasz w moim domu sukinsynu, więc się trochę kulturalniej odzywaj.
- Co cię ugryzło? Weekend jest, wolne, słońce świeci, a ty od rana plujesz jadem na prawo i lewo.
Nie zdążyłem odpowiedzieć, ponieważ do kuchni wszedł rozanielony Marty.
- Dzień dobry.
- Nawet bardzo dobry. - powiedział Dave, robiąc mu miejsce obok siebie. Marty usiadł na swoim krześle i przysunął do siebie talerz.
- Kirk, możesz mi podać pomidory?
Odstawiłem na chwilę kubek z herbatą i bez słowa podałem to co chciał.
- Lepiej go nie proś o nic, bo jeszcze się rzuci na ciebie z pazurami. - mruknął Dave, przerzucając kolejną stronę w gazecie. Marty spojrzał na mnie.
- Znowu nie masz humoru?
- Mam wspaniały humor. Nie słuchaj go.
- O, horoskop finansowy. - Mustaine ułożył się wygodniej na swoim miejscu i zaczął czytać. - Ten rok dla Panny obędzie się bez finansowych zawirowań. Osoby spod tego znaku są skrupulatne, co też widać w ich postępowaniu z pieniędzmi. Jednak w okolicach czerwca pojawi się pozornie atrakcyjna oferta finansowa lub niespodziewany wydatek. Panny będą musiały wykazać się wyjątkową asertywnością i dyscypliną, aby nie nabawić się niepotrzebnego zadłużenia.
Przez chwilę zastanawiał się nad znaczeniem tych słów.
- Czy ja się kiedykolwiek nabawiłem niepotrzebnego zadłużenia?
- Czekam od pół roku aż mi oddasz moje sześćdziesiąt dolarów. - wtrąciłem się. Dave od razu chciał uciąć temat.
- Marty, jaki masz znak zodiaku?
- Strzelec.
- Osoby, które urodziły się pod znakiem Strzelca, rzadko się zadłużają. Ich entuzjazm przydaje się w codziennym życiu i przekłada się na osiąganie dalekosiężnych celów, także tych finansowych. Ten rok będzie dla Strzelców przełomowy, jeśli chodzi o nowe inwestycje – kupno mieszkania, samochodu, czy dalekiej podróży. Dlatego przed podjęciem tak ważnej decyzji warto poszukać nowych pomysłów na oszczędzanie. - zakończył z uznaniem Dave. - Na bogato. A ty, Kirk, jaki masz znak? Też ci przeczytam.
- Skorpion. - rzuciłem bez emocji, przeżuwając swoją kanapkę.
- Skorpiony, oby tak dalej! Problemy finansowe są wam obce, a kolejny rok będzie obfitował w liczne, dobrze trafione inwestycje. W okolicach wakacji przy planowaniu urlopu każdy Skorpion powinien jednak być szczególnie ostrożny i wystrzegać się niepewnych, niewypłacalnych biur podróży i przyjrzeć się dokładnie ich działalności, aby uniknąć niespodzianek. - przeczytał. - No, u ciebie też na bogato. I po co pracujesz w tym kinie?
- Dave, a ty nie wybierasz się dzisiaj przypadkiem do pracy? Twoja myjnia samochodowa w weekendy też jest czynna i to przez całą dobę.
- Wybieram, ale mam popołudniową zmianę. A twoje kino ma nocne seanse, też się przypadkiem nie wybierasz do pracy?
- Tak się składa, że dzisiaj mam wolne. - wstałem od stołu i odstawiłem kubek do zlewu. - Idę na próbę. Nie wiem kiedy wrócę.
- Jasne, leć ćwiczyć piosenki, które wam napisałem. - mruknął Mustaine, nie odrywając wzroku od gazety. Friedman starał się nie wybuchnąć śmiechem.
- Cześć Marty. Do zobaczenia później. - powiedziałem, specjalnie akcentując jego imię. Dave nawet nie zwrócił na to uwagi i nie poczuł się urażony, że się z nim nie pożegnałem. Zarzuciłem na ramię futerał z gitarą i wyszedłem z mieszkania.